Przeprowadzka do Forx, kolejna w moim życiu przyzwyczaiłam się do częstych przeprowadzek to już nic nowego, no ale może się przedstawię jestem Luiss Oxwort i mam 15 lat w swoim życiu widziałam więcej niż nie jeden dorosły człowiek, mieszkam z rodziną zastępczą, moja matka zginęła gdy miałam 5 lat na moich oczach jednak zdążyła mi powiedzieć coś ciekawego na temat np. magów, wampirów czy wilkołaków, po niej odziedziczyłam dar panowałam nad żywiołami co było czymś niezwykłym i potrafiłam za pomocą wzroku rozpoznać czy ktoś jest zły czy dobry a i też nadawać ból po przez wzrok. Mój ojciec zmarł przy moich narodzinach ktoś go zastrzelił a matkę zabił wampir.
Kochałam moją rodzinę zastępczą ale chciałam swoją rodzinę. Wjechaliśmy już do La push były tam drewniane domki i wszyscy byli Indianinami, wszyscy wpatrywali się z ciekawością na nas jak jak zawsze miałam w to wyjebane wzięłam swoją torbę na laptopa, plecak i walizkę i udałam się do domku na samą górę do pokoju z tarasem, kazali mi się udomowić w pokoju z tarasem bo nie chcą czuć papierosów w domu, oni pojechali od razu do znajomych w Forx ja się rozpakowałam, nie byłam ubrana jak wszyscy, miałam bardzo jasną cerę wręcz białą i równie białe krótkie włosy, zielone oczy, kilka tatuaży, ubierałam się na czarno, teraz miałam bluzkę w czerwoną kratę i czarne rurki oraz glany. Makijaż czarny, kiedyś uznali że wyglądam jak śmierć ktoś nagle zadzwonił.
Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi zobaczyłam uśmiechniętą indiankę z warkoczami i wysokiego umięśnionego indianina.
-Witaj, jestem Emily a to Sam będziemy nowymi sąsiadami więc chcieliśmy się przywitać-odpowiedziała mi ta dziewczyna Emily i uścisnęła mi dłoń później ten wielki Sam uśmiechnął się i zroił to samo.
-Miło was poznać jestem Luiss.
-Podoba cię w la push?-zapytał Sam.
-Wiesz póki co mało widziałam ale to miejsce jest takie jak by miłe lepsze niż poprzedni dom.
-To świetne, jak byś chciała obejrzeć la push albo pogadać to mieszkam na przeciwko a sam 3 domy ode mnie w prawo.
-Okej wielkie dzięki.
-To do zobaczenia.
-Pa.
Mili są nawet bardzo chyba polubię to miejsce poszłam do lasu pospacerować i wpadłam na coś a raczej kogoś dużego. Był to wysoki indianin bardzo dobrze umięśniąny w samych spodenkach, wpatrywał się we mnie bardzo dziwnie.
-Wszystko okej?-zapytałam
-Ta-taak okej, Jestem Embry, Embry Call.
-Miło mi, Luiss Oxwort.
-Jesteś tu nowa?
-Tak dziś się wprowadziłam z rodziną.
-Ja muszę lecieć już odprowadzić cię?
-Nie dzięki chcę pochodzić trochę po lesie
-A więc uważaj na siebie tu jest wiele niebezpieczeństw.-odpowiedział i znikł w drzewach, kurwa wszyscy tu są no duzi ja mam 157cm wzrostu i jestem strasznie koścista bez problemu widać u mnie wszystkie żebra i miednicę, spacerowałam dalej myśląc o nim, Embry przystojny jest nie ma co.
(Punkt widzenia Embrego)
-Sam! Hej Sam!
-Co jest Embry? Co ci jest z ciałem.
-Wpoiłem się.
-Nie gadaj? W kogo?
-W tą nową jak ona miała Luiss
-Jesteś pewny?
-No tak!
-Starszyzna mówiła że ona wyczuwa wszystko ma jakiś dar czy coś więc po prostu z niąpogadaj a jeśli faktycznie ma jakiś dar w co nie wątpię pewnie pijawy będą ją chcieli.
-Spokojnie ja już zadbam żeby jej włos z głowy nie spadł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz